Strona główna GDAŃSK: Jelitkowo Jelitkowo doczekało się własnej publikacji

Jelitkowo doczekało się własnej publikacji

Email Drukuj
Waldemar Nocny :: Fot. Krzysztof Lubański
Waldemar Nocny na co dzień pracuje w szkole. Jest dyrektorem II Liceum Ogólnokształcącego we Wrzeszczu. Po pracy wertuje wiekowe dokumenty i zgłębia historie gdańskich dzielnic. Opisał już Brzeźno, Nowy Port, Stogi i Wyspę Sobieszewską. Teraz przyszła pora na Jelitkowo.

„Jelitkowo” to ostatnia książka Nocnego, która została wydana w cyklu historii gdańskich dzielnic, i zarazem pierwsza ukazująca tę dzielnicę w kontekście historycznym, kulturalnym, przedstawiająca życie religijne mieszkających tu autochtonów, przybliżająca postaci związane z tym miejscem. Chwalą ją przewodnicy, czytelnicy, którzy szczelnie wypełniają sale podczas autorskich spotkań, a potem stoją w długich kolejkach po autograf autora. Wszystko wydaje się piękne, łatwe i nieskomplikowane.


Podczas naszej rozmowy Waldemar Nocny opowiada jednak o kłopotach i trudnościach, które pojawiały się w trakcie pracy nad opisaniem tego rekreacyjnego i nieco zapomnianego kurortu. Okazało się, że gdyby nie pomoc ludzi, którzy dzielili się z autorem własnymi pamiątkami i wspomnieniami, książka mogłaby nie powstać. Oczywiście należy również wspomnieć o godzinach spędzonych w  archidiecezjalnym archiwum w Oliwie.


– Spędziłem tam sporo czasu i muszę przyznać, że jest to archiwum świetnie prowadzone. Pracują w nim bardzo życzliwe osoby, ksiądz i siostra, którzy nieba przychylą zainteresowanym, żeby tylko zostały znalezione odpowiednie dokumenty. Przy okazji szukania materiałów dokumentujących życie religijne znalazłem dokumenty dotyczące oświaty. A że inspektorat szkolny był bardzo dokładnie prowadzony, więc wszystkie dane spisałem i wykorzystałem w książce. Pokazują bowiem pewien sposób działania tej katolickiej szkoły: ile uczęszczało do niej osób, kto się przyznawał do swojej narodowości, do języka ojczystego, a kto nie. Nie używałem oczywiście nazwisk, ale podawałem cyfry. To jest ważna wskazówka, że w jednym roku bardzo dużo osób deklarowało język „nie niemiecki”, a w kolejnym już nikt, czyli w ciągu roku nastąpiła radykalna zmiana, pewnie niesamoistnie, tylko pod pewnym naciskiem, o czym dzisiaj już się nie dowiemy – opowiada Waldemar Nocny.
Z książki pt. „Jelitkowo” możemy się zatem dowiedzieć, że nazwa dzielnicy wywodzi się od pierwszego właściciela i założyciela osady, który nazywał się Jelitko.  Przeczytamy o tym, że było tutaj piękne molo, do którego przybijały statki pasażerskie, żaglówki, jachty, a które uległo zniszczeniu w 1945 roku. Waldemar Nocny opisuje również historię młyna, który w kolejnych latach pełnił funkcję tartaku, kuźni stalowej, miedziowej, a nawet papierni. Niestety, nie zachował się do współczesnych czasów. Ciekawie czyta się wspomnienia Marcina Szancera, uznanego rysownika, który jako 10-latek spędzał w Jelitkowie wakacje, gdy wybuchła I wojna światowa. Jak natomiast zachowywano się podczas II wojny światowej, czego się obawiano i jaką rolę spełniło w niej Jelitkowo? Tego również dowiemy się z książki autorstwa Nocnego.


Czy tylko jednak przeszłość interesuje badacza tej dzielnicy? Nic bardziej mylnego. Przedstawia on współczesne działania i plany na rewitalizację tego zakątka. Pisze o inwestycjach, ale również o... poszerzaniu plaż. Osoby złaknione zaś informacji o sławnych osobistościach związanych z tym miejscem znajdą i takie wiadomości w tej pozycji.


W zakończeniu Nocny pisze, że Jelitkowo należy do przyszłości:
„Plany zagospodarowania pasa nadmorskiego, szczególnie pod względem rekreacyjnym i mieszkaniowym, dają szansę na ożywienie i wzbogacenie tej części Gdańska. Dzisiaj można już powiedzieć, że Jelitkowo to miejsce należące do przyszłości. Cenny teren między europejskim prawie Sopotem oraz Brzeźnem, w zachodniej swej części przypominającym kurort, a ogromną halą widowiskową, wzniesioną na granicy Gdańska i Sopotu. Ulubione miejsce apartamentów, ekskluzywnych mieszkań oraz pięknych, kameralnych uliczek”.


Książkę o Jelitkowie należy pochwalić za wysoki poziom merytoryczny, ale i docenić trud edytorski, kredowy papier i piękne, kolorowe fotografie. Zaletą jest również twarda okładka.
– To były sugestie przewodników, którzy zwrócili mi uwagę na bardzo praktyczny aspekt związany z moimi poprzednimi pozycjami wydawniczymi. Dlatego postarałem się spełnić ich oczekiwania w tym względzie. Książka jest zszywana, okładka nie ulega szybkiemu niszczeniu. Muszę przyznać, że jest to publikacja estetyczna i elegancka. A do tego mogę się pochwalić udziałem syna w tym projekcie, który przygotował ją do druku – dodaje Waldemar Nocny.
 

Dodaj komentarz