I po wakacjach. Te letnie miesiące obfitowały w gorące wydarzenia na rynkach europejskich i światowych. Nie tylko Grecja, ale i światowy gigant, jakim są Stany Zjednoczone, były o krok od bankructwa.
Waluta zaś, która do tej pory uchodziła za najbardziej stabilną, czyli frank szwajcarski, poszybowała niebotycznie wysoko, osiągając cenę 4 zł. Mówi się o drugiej fali kryzysu. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rynek globalny i zawirowanie w bankach światowych, przekłada się na mniejsze sprawy naszego rynku lokalnego? Czy zakończony właśnie sezon letni można w Gdańsku zaliczyć do udanych?
Krach, po prostu krach...W tym celu udałam się do Jelitkowa, miejsca zazwyczaj tętniącego życiem podczas miesięcy wakacyjnych. Przy stoliku jednego z punktów gastronomicznych spotkałam właściciela, pana Romana.
– Zrobiłem rozrachunek za lipiec i mogę powiedzieć, że w tym roku miałem 40 proc. ubiegłego obrotu. Gdy prowadzę rozmowy z dostawcami, to wszyscy mówią: krach, po prostu krach – stwierdza pan Roman. – Dwa lata temu nie można było przejść przez plażę, tak było ciasno. W tym roku było tylko 18 plażowych dni, więc napoje zostały, bo nie było turystów.
Po chwili właściciel małej gastronomii dodaje, że mniej plażowiczów w Jelitkowie jest również wynikiem prowadzonych robót drogowych i remontów torów tramwajowych. A przecież wiadomo, że gdy mniej turystów, to i w kasie mniej. A opłaty za stoiska nie maleją...
Druga strona medalu– 300 tysięcy Polaków zrezygnowało z pobytu nad morzem ze względu na kiepską pogodę – zauważa Piotr Dudzik, właściciel baru Karmazyn. – W ciągu mojej 20-letniej działalności jest to jeden z gorszych sezonów. Na prace drogowe nie mogę narzekać, ponieważ jest to inwestycja, która będzie owocować na przyszłość.
– Sezon w Gdańsku późno się zaczyna i jeszcze szybciej kończy. Miesiące zimowe są martwe. Polacy poza sezonem na długie weekendy wolą pojechać w góry. Prowadząc tego typu działalność, musimy ponosić pewne koszty, które przeznaczamy na utrzymanie się zimą, choć Poznań czy Łódź rozwijają swe usługi i ofertę również na porę jesienno-zimową i coraz lepiej im idzie – zauważa właściciel Karmazyna.
Mniejszą liczbę plażowiczów i turystów nad morzem odczuwa każdy gastronomik, tym bardziej gdy w pasie nadmorskim zlikwidowano kempingi i wybudowano w ich miejsce ekskluzywne hotele i apartamentowce.
– Pamiętam, jak jeszcze 10, 15 lat temu przyjeżdżało tu Kutno, całe zakłady pracy. Wydzierżawiali plac blisko plaży, rozbijali tam namioty, a na posiłki przychodzili do nas i w ten sposób tysiące ludzi pracy spędzały urlop. Niemcy również narzekają, że mają do wyboru jeden kemping i to jeszcze gdzieś daleko na początku Sopotu, dlatego turyści spędzają w Gdańsku maksymalnie 2 dni, a potem ruszają na Mazury, gdzie mogą się zatrzymać na kempingach, zresztą bardzo dobrze wyposażonych. A nam zależy po prostu na każdym kliencie, nie tylko na gościu z ekskluzywnego hotelu – stwierdza właściciel Karmazyna.
Prawie na zeroGorsza pogoda, to i klientów mniej, ledwie można wyjść na zero. Gdy pada deszcz lub gdy jest zimno, nikt nie usiądzie przy stole w ogródku.
– Jaki jest sezon w porównaniu z ubiegłym rokiem? O 50 proc. gorzej – mówi Elżbieta Sobolewska, szefowa kuchni w Zagrodzie Rybackiej, która w Jelitkowie funkcjonuje od 7 lat. – Stratni to może nie jesteśmy, ale wychodzimy na styk. Bardzo trudno pozyskać i przytrzymać klienta. U nas zamawia się przy okienku, a do stołu zamówione danie przynosi kelnerka. Każdy z nas lubi być obsłużony, to jest miłe, w ten sposób zyskujemy klienta. Mamy też dania rybne dla dzieci, więc przychodzą całe rodziny.
Kto kocha polskie morze?Mniej Polaków przyjechało w tym roku, to wiemy. A z jakich stron przybywali turyści, którzy chcieli powylegiwać się na gdańskiej plaży?
– W tym roku byli u nas Czesi, Słoweńcy i Słowacy. W ubiegłym roku dużo Francuzów a dwa lata temu Azjaci, no i jak zawsze Szwedzi i Niemcy – mówi Piotr Dudzik. – Ciekawe, kogo przyniesie nam EURO 2012.
Nadzieja i niewiadomaMoże zatem EURO 2012 przyniesie szansę zarobienia?
– Oby nie przyniosło nam rozczarowania – mówi właściciel Karmazyna. – Hotelarze, którzy już mają rezerwacje związane z turniejem UEFA, mogą poczuć się pewniej. My, gastronomicy, niestety, tak się poczuć nie możemy. Zależy jacy kibice przyjadą. Bo może być niestety tak, że przyjadą autokarami, wysiądą na chwilę, nie zdążą nawet nic zamówić i już będą odjeżdżać. Jestem jednak dobrej myśli, twierdzę, że przyjadą dzień wcześniej a wyjadą dzień później. Ale to się okaże. My w każdym razie, zamykamy bar w listopadzie i planujemy zrobić modernizację, żeby jak najlepiej i najszybciej obsłużyć kibiców, którzy przyjadą – podkreśla Piotr Dudzik.
Okazuje się więc, że to nie druga fala kryzysu światowego komplikuje życie biznesowi sezonowemu, lecz najzwyczajniej w świecie kiepska pogoda. Miejmy nadzieję, że nie odczujemy go w innych dziedzinach życia. I oby za rok podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej nie było ani jednego deszczowego dnia.
Warto również uważnie przysłuchać się głosom przedsiębiorców prowadzących działalność sezonową, którzy poza aurą pogodową wskazują też i na inne przyczyny mniejszych zarobków: brak odpowiedniej bazy noclegowej dla niezamożnych ludzi, zlikwidowanie kempingów czy trudności z dojazdem.
Komentarze
A nie uważasz, że wywołał niepokój w społeczeństwie?