Strona główna GDAŃSK: Oliwa Mieszczuchy były w siódmym niebie

Mieszczuchy były w siódmym niebie

Email Drukuj
Stoisko Koła Gospodyń Wiejskich z Janowa::Fot. Piotr Rymsza

Kuch, racuchy, ruchanki, serniki, zylc, domowy smalec, swojska śmietana, pachnące dymem wędliny, aromatyczne miody i przeróżne nalewki, wśród których brylowała „Zemsta sołtysa” i „Czar PGR-u” – taki raj dla podniebienia na jedną niedzielę zagościł pod murami oliwskiej katedry.

Od samego niedzielnego ranka (30 maja) nieprzebrane tłumy mieszkańców  (znacznie większe niż przed rokiem) sunęły wąską uliczką Biskupa Edmunda Nowickiego w Gdańsku-Oliwie, wodząc wzrokiem po suto zastawionych straganach. Przysmaki pomorskich kuchni regionalnych w oka mgnieniu znikały ze stołów, lądując najpierw w rękach, a następnie w żołądkach spacerowiczów.

Ciasta, ciasteczka, placki, placuszki, miody na chleb i te pitne, przetwory domowe, boskie w smaku wędliny, nieziemskie pierogi, smalec ze skwarkami, kociewski zylc – wszystko to kusiło do degustacji i zakupów spragnionych swojskiego jadła mieszczuchów.

Ta uczta bogów przygotowana została przez Urząd Marszałkowski w ramach „Święta produktu tradycyjnego”. I to nie byle jakiego produktu. Ich listę tworzy marszałek, przyjmując bądź odrzucając wnioski zgłoszone przez twórców potraw i wyrobów.

Jednym z kryteriów jest przynajmniej 25-letni okres dochowanej wierności receptury lub przepisu danego smakołyku. Lista marszałka województwa pomorskiego liczy obecnie 105 wyselekcjonowanych regionalnych przysmaków. Jeszcze rok temu lepsi od nas byli Ślązacy, którzy mieli zarejestrowanych 101 potraw i wyrobów. Teraz to pomorskie jest liderem!

Majowy festyn to także rękodzielnictwo oraz sztuka ludowa, i to w najszlachetniejszym wydaniu, nic nie mająca wspólnego z popularnym odpustem. A co dopiero powiedzieć, gdy rękodzielnictwem ludowym zajmuje się mieszczuch.

– Z miasta wyemigrowałam 6 lat temu. Zawsze chciałam żyć wśród natury – mówi Barbara Wysocka, zajmująca się... lnianym rękodzielnictwem. – Znalazłam piękne miejsce w okolicach Przywidza. Tam żyję i tworzę. Wszystko na bazie lnu, bo to zapomniana, a wyjątkowo zdrowa, przewiewna i praktyczna, bo mniej mnąca się tkanina. Z lnu można zrobić wszystko, no może poza bielizną. Sama chodzę tylko w tym, co sobie uszyję, a i innym polecam.

Tłumy ludzi, jakie przewinęły się w ciągu tych kilkunastu godzin, dowodzi, że tego typu imprez my, mieszczuchy, jesteśmy jak nikt inny zgłodniali. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
 

Komentarze 

 
0 #1 Kowalski 2010-12-15 12:53
Swojskie żarcie jest najlepsze :)
Cytować
 

Dodaj komentarz