Zajezdnia w Oliwie to miejsce zasługujące na szczególną opiekę. Wpisana do rejestru zabytków, kryje w sobie dwa wieki historii. Z początku fabryka, później zajezdnia tramwajów konnych i elektrycznych. Zaś na koniec – wejście w zupełnie nową rolę - niszczejącej ruiny. Dziś w sprawie tego historycznego obiektu pojawia się światełko w tunelu.
W Gdańsku Oliwie, w centrum, przy ul. Grunwaldzkiej 535-537, znajduje się miejsce, które na przekór świetlanej przeszłości dzisiaj walczy o przetrwanie. Mowa o zabytkowej konnej zajezdni przy ul. Grunwaldzkiej. Losy zajezdni już dłuższy czas znajdują się w kręgu zainteresowania mieszkańców. Gdy 4 lata temu, w 2007 roku, zabytek trafił w ręce firmy Easy.pl.( spółka ta znajduje się pod kontrolą Krzysztofa Mielewczyka, cenionego trójmiejskiego biznesmena), wszyscy byli dobrej myśli. Miało być pięknie, ale skończyło się jak zwykle.
Szara rzeczywistość
Najważniejsza jest wizja. Wizja, nie iluzja. Wkrótce po tym, jak zajezdnia stała się własnością spółki Easy.pl. światło dzienne ujrzał projekt rewitalizacji obiektu. Pomysł hotelu Solaris w starych zabytkowych murach przypadł do gustu wielu obserwatorom. Rozpoczęło się oczekiwanie na wprowadzenie wizji w życie. Czekanie okazało się nie mieć końca. Niestety, zajezdnia, jako zabytek, nie może czekać w nieskończoność. Potrzebuje działań i ochrony. W przeciwnym razie grozi jej całkowite zniszczenie. Tymczasem właściciel zabytku, delikatnie mówiąc, nie spieszy się z podjęciem jakichkolwiek czynności. Pozostaje patrzeć, jak dawna architektoniczna perełka zamienia się w ruderę. Wystarczy jedno spojrzenie na zajezdnię, by stwierdzić, że nie można pozwolić temu miejscu zniknąć. Tutaj pojawia się zbawienna rola instytucji konserwatora zabytków. Uprawnień ma on niemało.
Nadzieja w ingerencji konserwatora
Pomorski konserwator jakiś czas temu wyczerpał zapasy cierpliwości i wszczął intensywne czynności na rzecz przywołania właściciela zajezdni do porządku. Początkowo były to upomnienia, nie przynosiły one jednak efektu. Dlatego właśnie konserwator nałożył niedawno na właściciela zajezdni pierwszą karę finansową. Jest ona niemała, bo wynosi 50 000 zł. Łączna kara może jednak sięgnąć nawet 200 000 zł.
- Zajezdnia to niezwykle ważny fragment Oliwy i naszym obowiązkiem jest niedopuszczenie do jej zniszczenia. Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków będzie odwoływał się do takich środków, które okażą się skuteczne. Kary finansowe są dotkliwym, ale nie jedynym środkiem naszego oddziaływania. Pozostaje jeszcze wywłaszczenie – informuje Marcin Tymiński, rzecznik prasowy pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Warto dodać, że gdyby rzeczywiście doszło do procesu wywłaszczenia, byłby to pierwszy taki przypadek w województwie pomorskim i jeden z pierwszych w kraju.
„Twoja Gazeta” w dalszym ciągu będzie śledziła losy tej sprawy.


Komentarze
Pewnie jo. I wtedy postawi sobie hotel :(
WłŚCIWIE PO CO KUPIŁ, SKORO TO NISZCZEJE? NA CO LICZY? AZ SAMO SIE ROZPADNIE?
Ktoś to kupił, mamy konserwatora zabytków, mamy za kogoś myśleć?