Z dniem czwartego kwietnia w życie weszła ustawa popularnie nazywana żłobkową, która upraszcza zakładanie i prowadzenie żłobków. O zmianach, jakie wnosi w ich funkcjonowanie, o opiece wczesnodziecięcej i programach wspierających naturalne karmienie piersią rozmawiamy z zastępcą prezydenta Gdańska do spraw społecznych, Ewą Kamińską.
Dlaczego zdjęcie ze żłobków statusu ZOZ-ów, czyli Zakładów Opieki Zdrowotnej, jest zmianą na lepsze?
– To było stare prawo, jeszcze z czasów PRL-u, kiedy to żłobki były zakładami opieki zdrowotnej i były zespolone ze szpitalami dziecięcymi. My, przy okazji reformy służby zdrowia w 1998 roku, wyłączyliśmy żłobki z tego zespołu, mimo że zostały ZOZ-ami i stworzyliśmy Gdański Zespół Żłobków. Od tamtej pory było to zadanie samorządowe, w całości przez samorząd finansowane.
Tak działającym żłobkom stawiane były rygorystyczne warunki, ale głównie sanitarne. Trzeba było zabezpieczyć higieniczne warunki niemal szpitalne. Natomiast opieka w tych miejscach miała wymogi pielęgnacji pielęgniarskiej. Teraz zaś to przedsięwzięcie zostało określone jako działanie opiekuńczo-wychowawaczo-edukacyjne. Zapewniamy warunki raczej domowe, a nie szpitalne, nacisk stawiając na kompetencje osób, które zajmują się maluchami, ponieważ trzeba umieć nie tylko pielęgnować dziecko, ale także je edukować, tzn. uczestniczyć w rozwoju dziecka. Dlatego również dajemy czas na to, żeby pracujące w takich placówkach osoby, mogły swoje wykształcenie uzupełnić.
– W kwietniu wchodzi w życie też rozporządzenie w sprawie nowych standardów opieki okołoporodowej w oparciu m.in. o europejskie zalecenie dotyczące karmienia naturalnego, zalecenie UNICEF-u i Światowej Organizacji Zdrowia. W jaki sposób miasto przygotowuje się do wdrożenia nowych przepisów w życie?
– Miasto nie jest organem założycielskim dla żadnego podmiotu w służbie zdrowia, w związku z tym nie ma tutaj żadnych zobowiązań. Nie musimy, ale też staramy się pomóc – wspieramy finansowo w ramach profilaktyki działania poradni laktacyjnej.
– Na czym polegają te działania?
– Realizujemy nowatorski program zdrowotny „Karmienie naturalne dziecka jako profilaktyka niekorzystnych wpływów środowiska” w ramach gdańskiej promocji laktacji. Co roku przez trzy lata na jego realizację przewidziano wydatki na poziomie 100 tys. złotych.
Program ma na celu promocję karmienia naturalnego jako szczególnie istotnej formy wczesnego rozwoju dzieci i rozszerzenie programu szkół rodzenia o promocję laktacji. Programem zostanie objętych rocznie około 3 tys. osób – kobiet w ciąży, matek karmiących i ich rodzin. Odbywać się będą także szkolenia skierowane do pracowników opieki zdrowotnej sprawujących na terenie Gdańska opiekę nad kobietą w ciąży oraz matką karmiącą.
Problem ten jest szczególnie mi bliski, ponieważ przez 20 lat zajmowałam się ośrodkiem wczesnej interwencji. Ideę tę realizowałam, mając na uwadze szczególną więź niemowlęcia z matką. A trzeba przyznać, że nie łatwo jest wejść w tę rolę, gdy na świat przychodzi zdrowe dziecko, a o wiele większa trudność pojawia się, gdy dziecko rodzi się niepełnosprawne. Widziałam, jak ciężko matkom odnaleźć się w tej sytuacji zarówno psychicznie, jak i fizjologicznie. Jak trudno wrócić do karmienia piersią po przerwie, gdy dziecko musiało być np. hospitalizowane, i jak utrzymać możliwości laktacyjne. Starałam się tym kobietom za wszelką cenę w tym pomóc.
– Wracamy do naturalności i domowych warunków. Zimny chów i sterylne wymogi nie sprawdziły się. Czy jednak samorząd na to stać?
– Wszystkie działania opiekuńcze wobec dziecka muszą być jak najmniej instytucjonalne i urzędnicze. I to jest plusem ustawy żłobkowej, która od dzisiaj [spotykamy się 4 kwietnia – przypis redakcji] zaczyna funkcjonować. Wartością tej ustawy jest przede wszystkim to, że opieka nad najmłodszym dzieckiem traci charakter paramedycznej instytucji opiekuńczej, a zyskuje formę bliższą rodzinnej czy domowej.
Co więcej, zaczynamy myśleć również o działaniu, które możemy sobie wzajemnie ofiarować, jeśli np. moje trzy sąsiadki chcą wrócić do pracy, a ja wolałabym zostać w domu – to mogę być opiekunem dziennym i zapewnić opiekę dwójce czy czwórce dzieci, oprócz moich dzieci. Mogę być nim przez pewien czas, nie muszę wybierać na całe życie. A gdy już dzieci pójdą do przedszkola – to możemy wrócić do swojego zawodu. Ustawa ta wychodzi naprzeciw takim naturalnym formom. A to, że stawia ona jednak wymagania samorządowi dotyczące zarówno rejestracji tych podmiotów, jak i ich nadzoru, to są wyzwania, które oczywiście kosztują, ale to są pieniądze, które inwestowane są w człowieka, w mieszkańca, a jeśli mądrze zainwestujemy ten czas – nawet jeśli miałoby to nas dużo kosztować, to zawsze do nas wraca.
– Dziękuję za rozmowę.


Komentarze
Przesada, przecież to czysta wygoda i nie ma nic przyjemniejszeg o niż przytulać małe ciałko przy karmieniu:)
Kto jak nie miasto ma zapewnić placówki wczesnowychowaw cze. Jesli nie potrzebowałabym pieniędzy, to mogłabym być z dzieckiem do 3 roku życia, ale wiadomo jakie są realia
Oczywiście i jeśli matka nie pije, nie pali i dba o siebie, to jest też najzdrowsza ;-)
Nie rozumiem - to gdzie będziesz posyłała swoje dziecko jak wrócisz do pracy?
Wiecej normalnosci, mniej sztucznosci!