Zamiast tulipana raz do roku te kobiety pragną równego traktowania na co dzień. Jak co roku w marcu manify feministyczne wyszły na ulice największych polskich miast. Nie mogło jej zabraknąć także w Gdańsku.
Barwny korowód przeszedł ulicami centrum Gdańska w niedzielne południe. W rytm bębnów uczestnicy marszu skandowali: „Równa praca, równa płaca” czy „Precz z wyzyskiem kobiet”.
Tegoroczna manifa przebiegała pod hasłem: „Solidarni/e przeciwko wyzyskowi kobiet”. Na jej czele szły Ewa Graczyk – profesor z Uniwersytetu Gdańskiego, Henryka Krzywonos-Strycharska – sygnatariuszka porozumień sierpniowych, Jolanta Banach – była wiceminister gospodarki, obecnie radna z ramienia SLD w Gdańsku, oraz Małgorzata Tarasiewicz ze Stowarzyszenia Współpracy Kobiet NEWW.
Feministki i feminiści
Jedna z organizatorek pochodu, Anna Miller, tłumaczy, że ważna w haśle jest jego końcówka: nie „solidarne”, a „solidarni”, ponieważ obok kobiet idą też mężczyźni, którzy dobrze rozumieją problemy swoich partnerek, żon, koleżanek czy sióstr.
– Jestem tutaj, ponieważ uważam, że feminizm nie jest ograniczony jedynie do praw kobiet, ale odnosi się on szerzej do całej konstrukcji społeczeństwa, w której mężczyźni i kobiety są równi – mówi Daniel, który co roku uczestniczy w marcowym wydarzeniu. – Staramy się niszczyć wiele struktur społecznych, które by tej równości zaprzeczały i nie dopuszczały do równego udziału kobiet w życiu społecznym – dodaje zdeklarowany feminista.
– Jestem na manifie, ponieważ jestem kobietą. A kobiety w naszym kraju (i nie tylko) są dyskryminowane, traktowane w sposób nierówny, i to jest taki dzień, kiedy możemy to głośno publicznie powiedzieć, chociaż namawiam, żeby cały czas głośno o tym mówić publicznie – tłumaczy Anna Urbańczyk z Kampanii Przeciw Homofobii. – Dlaczego „solidarni/e”? Ponieważ nie chcemy z ruchu kobiecego wykluczać mężczyzn i namawiamy ich też do tego, żeby razem z nami szli. Jednocześnie też nie chcemy, żeby nam, kobietom, przejmowano język, dlatego też celebrujemy żeńskie końcówki – dodaje.
Solidarnie z bezrobotnymi
W gdańskiej manifie wzięła również udział Małgorzata Tarasiewicz ze Stowarzyszenia Współpracy Kobiet NEWW.
– W tym roku najbardziej stały się widoczne skutki kryzysu i obserwujemy, że kobiety stały się osobami, na które kryzys odcisnął najsilniejsze piętno. Często są samotnymi matkami, osobami długotrwale bezrobotnymi. Ciężko znaleźć im pracę, odnaleźć się w tej trudnej sytuacji kryzysowej, dlatego chcemy pokazać, że jesteśmy z nimi solidarne i nie zapominamy o nich – tłumaczy Małgorzata Tarasiewicz.
Mniej dyskryminacji, więcej praw
Powiewają tęczowe flagi, uczestnicy manifestacji skandują hasła „Chodźcie z nami”, „Jedna pensja, trzy etaty”, niosą również kolorowe transparenty i tablice z napisami: „Solidarni mężczyźni razem z kobietami”, „Uwolnić żłobki i przedszkola”, „Maleńka to jest moja pensja”, „Budżet ma płeć”. Nietrudno zauważyć, że w tym roku manifestację wspiera więcej mężczyzn niż np. przed rokiem.
Jednym z nich jest Łukasz Zaremba z „Krytyki Politycznej” (świetlica Trójmiasto).
– Kobiety są niedowartościowane, wykluczone, są niedoreprezentowane, a mimo tego, że są „większą połową”, ponieważ stanowią 52 proc. społeczeństwa, ich pozycja jest wciąż niższa od mężczyzn. Myślę, że może to wynikać z faktu, że kobiety nie upominają się o swoje i nie umieją głośno tego wyartykułować, a nawet jeśli już się odważą, to nie są słyszane – tłumaczy Łukasz Zaremba. – Wczoraj był Dzień Równego Wynagrodzenia w krajach Unii Europejskiej, przyjęty przez Parlament Europejski, więc dobrze się stało, że manifa w Trójmieście odbywa się pomiędzy Dniem Równego Wynagrodzenia a Dniem Kobiet – dodaje prawnik związany z „Krytyką Polityczną”.
Chcemy zmiany!
Jedno z haseł dotyczyło pełnomocniczki ds. statusu równego traktowania, Elżbiety Radziszewskiej.
– Źle oceniamy pracę pani minister. Nie jesteśmy zadowolone z faktu, że pełnomocniczka ds. równego traktowania, czyli osoba, która ma zwalczać dyskryminację np. ze względu na płeć, jest właśnie tym człowiekiem, który działa wbrew naszym interesom. Sądzę, że podobne hasła pojawią się na pozostałych manifach w innych miastach. Chcemy zmiany i dążymy również do tego, żeby powołano stanowisko pełnomocniczki w województwach oraz na szczeblach miejskich. U nas co prawda taka osoba już działa, ale chcielibyśmy, żeby była wyposażona w większe kompetencje i przede wszystkim w większy budżet – tłumaczy Małgorzata Tarasiewicz.
Tradycyjnie już zwieńczeniem manify było wystąpienie prof. Ewy Graczyk. Głos również zabrała pisarka Izabela Filipiak oraz Anna Urbańczyk z Kampanii Przeciw Homofobii. Na koniec przywołano pamięć tragicznie zmarłej Izabeli Jarugi-Nowackiej, która włączała się w działania na rzecz równouprawnienia kobiet.
Mimo chłodu w marszu uczestniczyło ok. 300 osób. W tym roku manifestacja odbyła się bez zakłóceń i kontrmanifestacji.


Komentarze
Kiedyś kobiety walczyły o prawo głosu, teraz m.in. o równe wynagrodzenie za tę samą pracę. Trzeba próbować coś zmienić. Sufrażystki górą!
odpuśc sobie, tego kwiatu to pół światu czy jakoś tak...przejdzie Ci jak przechodzi katar....potem wpadnie w oko inna itd itd....
Niektórzy mają trochę większe ambicje niż kasa w supermarkecie - nie obrażając ludzi tam pracujących
Sprawa jest oczywista. Jest Wam za dobrze. Jestescie i tak w uprzywilejowane j pozycji.
i będzie zarabiała mniej od ciebie;)to jeszcze badziej podniesie twoją samoocenę;)