Ten pomnik już istnieje. Wykonało go dwóch ministrantów-plastyków. Chcieli postawić go cztery lata temu w rodzinnym mieście prałata Jankowskiego – Starogardzie Gdańskim – ale nic z tego nie wyszło. Czy popiersie oskarżanego o współpracę z SB duchownego stanie teraz w Gdańsku?
Choć kontrowersyjny prałat przeszedł już na emeryturę, zamieszanie wokół jego osoby nie ustaje.
Były prezes Instytutu im. ks. Henryka Jankowskiego Mariusz Olchowik wykupił od młodych plastyków popiersie swojego „patrona” i przekazał gdańskiemu kościołowi. Czy stanie przy kościele św. Brygidy? Obecny proboszcz tej parafii – Kazimierz Sowa – stanowczo się temu przeciwstawia.
– Stawianie pomników osobom żyjącym nie świadczy o najlepszym smaku Poza kilkoma chlubnymi wyjątkami na przestrzeni wieków. Polacy, dzięki Bogu, już taki wyjątek mieli, chodzi oczywiście o Jana Pawła II, i powinniśmy dać sobie spokój na najbliższe sto lat – powiedział dziennikarzom.
Tymczasem o ks. Jankowskim znowu zrobiło się głośno, a to za sprawą książki Grzegorza Majchrzaka, który twierdzi, że były proboszcz kościoła św. Brygidy był świadomym źródłem informacji wykorzystywanym przez SB w działaniach przeciw „Solidarności”. W latach 1980-1982 miał spotykać się z prowadzącym go funkcjonariuszem SB i przekazywać mu informacje na temat ludzi kościoła i „Solidarności”. Takie rewelacje na temat prałata publikowała już przed rokiem „Rzeczpospolita”, piórem swojego gdańskiego korespondenta Piotra Adamowicza (nawiasem mówiąc, prywatnie brata prezydenta miasta).
Jak podało Radio RMF FM, historycy identyfikują „Delegata” i „Libellę” jako ks. Jankowskiego tylko na podstawie ciągu wiarygodnych poszlak. W dokumentacji SB nie ma bowiem zobowiązania do współpracy ani jednoznacznej adnotacji, że chodzi właśnie o prałata. Oficerowie oceniali „Delegata” jako źródło cenne, wiarygodne i takie, którego działaniami można sterować. Nie przeszkadzało im to równolegle inwigilować księdza w ramach operacji „Apostoł”.
Sam ksiądz Jankowski stanowczo zaprzecza oskarżeniom o agenturalną przeszłość. Przeciwnie, przed ponad rokiem zorganizował konferencję prasową, na której pokazał dziennikarzom papiery, jakie otrzymał z Instytutu Pamięci Narodowej. Miało z nich wynikać, że do SB donosiło na niego około 30 osób.

