Strona główna Felieton Bawmy się, czemu nie…

Bawmy się, czemu nie…

Email Drukuj
Kogo uważa się dziś za osobę wpływową? Czy kogoś, kto ma licznych, wysoko usytuowanych w hierarchii społecznej znajomych, gotowych oddawać mu przysługi? O takich ludziach mówiło się kiedyś, że mają „szerokie plecy”. A może kogoś, kto ma bezpośredni wpływ na podejmowanie decyzji w skali makro i w związku z tym na życie wielu ludzi, lub wręcz całego społeczeństwa?

Czy wreszcie kogoś, kto na przykład twórczością artystyczną, realnie oddziaływuje na nasze myślenie, postępowanie i dokonywanie wyborów? I który z tych wariantów jest cenniejszy od pozostałych lub w jakiej gradacji ważności można je usytuować?

Taką serię pytań zadałem sam sobie po lekturze „Listy 100 najbardziej wpływowych Polaków” opublikowanej w 45 numerze tygodnika „Wprost”. Bez określenia kryteriów wyboru taka lista musi być subiektywna i – jak przyznaje we wstępie Tomasz Lis, redaktor naczelny tygodnika – taka właśnie jest. Problem w tym – jak dalece subiektywna może być podobna klasyfikacja, aby nie popadła w głupstwo lub nie była jedynie towarzyską zabawą.

Trochę konkretów. Listę otwiera premier Donald Tusk, a na drugim miejscu znajduje się lider opozycji Jarosław Kaczyński. Nie budzi to większych kontrowersji. Ale już na pozycji trzeciej widzimy … Kubę Wojewódzkiego, który pozostawia za sobą m.in. prezydentów Komorowskiego, Kwaśniewskiego i Wałęsę, komisarza ds. budżetu Unii Europejskiej Janusza Lewandowskiego, ministrów Rostowskiego i Sikorskiego, wicepremiera Pawlaka i wielu innych tuzów polskiego życia politycznego, gospodarczego i artystycznego. Ja nawet lubię rubaszny humor Kuby Wojewódzkiego i mam świadomość jego popularności, szczególnie wśród młodych ludzi, ale żeby widzieć w nim trzecią najbardziej wpływową osobę w państwie? To Kuba ma większy wpływ na nasze życie niż np. minister Rostowski (nota bene uznany przez „Financial Times” za jednego z trzech najlepszych w Europie ministrów finansów) decydujący o zawartości naszych portfeli? Oczywiście, nie ma czym i nie ma jak tego zmierzyć, ale takiego rozstrzygnięcia nie przyjmuje mój zdrowy rozsądek.

Idźmy dalej. Na ósmej pozycji listy znajdujemy Ilonę Łepkowską, autorkę scenariuszy seriali telewizyjnych oglądanych przez miliony widzów. Łepkowska to, bez dwóch zdań, fenomen. W porze emisji jej seriali ćwierć Polski zasiada przed telewizorami i przeżywa koleje losu swych ulubieńców. I tu widzę realny wpływ – na emocje tak wielu Polaków, na przyjmowanie wzorców zachowań, a nawet na sposób spędzania wolnego czasu (tego przed telewizorem). Kto ma wątpliwości, niech weźmie pod uwagę filmową śmierć Hanki Mostowiak z serialu „M jak miłość” i niemal narodową żałobę, jaka po niej nastąpiła. Brakowało tylko opuszczenia flag państwowych do połowy masztów. Przyjmuję to do wiadomości, ale z oporami, bo oznacza to zdominowanie przez autorkę popularnych seriali takich pań, jak Jolanta Kwaśniewska, Agnieszka Holland, czy Hanna Gronkiewicz-Walz, które lądują na tej liście daleko za plecami Łepkowskiej.

Śledzę dalej listę „wpływowych” i na 15 pozycji odnajduję piosenkarkę Dodę. Jak wiadomo – o gustach się nie dyskutuje, więc mniejsza o jej wartość artystyczną. Jednak skoro bezpośrednio za nią plasują się Leszek Balcerowicz, wspomniany już Janusz Lewandowski, czy prezes NBP Marek Belka, to na czym polega „wpływowość” Dody? Na upowszechnianiu kiepskiego gustu zachowań, ubioru i wypowiadania się? Ten „styl”, choć naśladowany przez wiele dziewczyn w kraju, ma większy wpływ na życie Polaków (przepraszam, że pojawia się tu wańkowiczowski „smrodek dydaktyczny”, ale chyba niezbędny) od np. realnego kształtowania budżetu UE i jego skutków na inwestycje w kraju, na ceny, poziom życia i miejsca pracy? Wolne żarty…

I ostatni rzut oka na listę, a konkretnie na pozycje 20 i 21, na których znaleźli się Franciszek Smuda i Magda Gessler. Smuda to, co najwyżej, przeciętny trener, bez wykształcenia i charyzmy, który kiedyś zaliczył pewne sukcesy w prowadzeniu klubowych drużyn piłkarskich, ale kiedy to było? I Magda Gessler, owszem, znana restauratorka i bohaterka jednego programu telewizyjnego. I to wystarcza, aby zmieścić się w pierwszej dwudziestce najbardziej wpływowych Polaków?

To niedorzeczność i już przyjmuję do wiadomości, że lista to jednak tylko zabawa – choć z użyciem nazwisk czołowych postaci współczesnej Polski – mająca prowokować do protestów i polemik. Wolałbym jednak taką listę na serio, prezentującą m.in. ludzi nie będących bohaterami tabloidów, ale mających prawdziwy wpływ na różne aspekty naszego życia, jak np. Igor Ostachowicz, bardzo skuteczny i tajemniczy doradca premiera Tuska, taka „szara eminencja” niedostępna dla reporterów i paparazzich. Taka lista byłaby dla mnie (i pewnie dla wielu innych czytelników) ciekawa i pouczająca. A tymczasem – bawmy się, czemu nie…
 

Dodaj komentarz