Strona główna Felieton Polskie drogi

Polskie drogi

Email Drukuj
Kiedy łączyły się dwa państwa niemieckie, natychmiast po zjednoczeniu przystąpiono do budowy sieci autostrad we wschodniej części Niemiec, bowiem dla wszystkich było jasne, że nie ma nowoczesnego państwa bez dobrych dróg.

I można z zazdrością patrzeć na Niemcy, zerkając za siebie, w polską krainę, gdzie po ponad dwudziestu latach od historycznego przełomu wciąż stoimy w wykopkach drogowych. Ale można się też pocieszać, bo przecież właśnie oddano nowy odcinek autostrady A1, która z Gdańska dotarła już do Torunia

Na początku 90. lat, pisząc jeden z felietonów, wyraziłem marzenie, aby jeszcze za życia przejechać autostradą Polskę z północy na południe. Może to się uda do czasu, gdy będę jeszcze w stanie utrzymać koło kierownicy.
Patrzę jednak na sposób traktowania infrastruktury i niekiedy po prostu dziwnie i straszno. Oto przykład z Gdyni, która w ostatnim czasie wypiękniała drogowo, bo to i Różowa Droga i zgrabny węzeł dróg na wysokości Wzgórza św. Maksymiliana. Szkoda, że im dalej od centrum, tym jednak trochę gorzej. Od wielu lat trwa rozbudowa osiedli mieszkaniowych z serii Sokółka położonych za Chwarznem. Cieszy, że coraz więcej się buduje, ale dlaczego zabrano się do tego bez planu dostosowania dróg? Mamy więc codzienne korki na ulicach wiodących do Sokółki (i zarazem obwodnicy Trójmiasta), czyli na ulicy Kieleckiej, gdzie w godzinach szczytu zator jest już często u wlotu w tę ulicę (a ma ona ok. 1,5 kilometra), korki w centrum Witomina i na ulicy Chwarznieńskiej aż po Chwarzno i wjazd na obwodnicę. Wprawdzie ostatnio rozszerzono jezdnię do czterech pasów w samym Chwarznie, cóż jednak z tego, skoro droga przez las w stronę i z Witomina nadal jest wąska i dwukierunkowa, a i pewnie rozszerzyć się jej już nie da, bo po obu stronach jest gęsto zabudowana. Ciekawe dlaczego nie wzięto tego pod uwagę zanim rozpoczęła się budowa Sokółki? To takie polskie myślenie – najpierw wybudujemy domy, a potem niech się inni martwią jak do nich dojechać.

Wyjedźmy poza Trójmiasto. W sieci dróg lokalnych wiele się zmieniło i naprawdę są odcinki, którymi jeździ się przyjemnie, po nowym, gładkim asfalcie. Nawet nie przeszkadza to, że ciągle natykamy się na przebudowy, bo skoro ma być lepiej – a jest! – to warto poczekać. Ale oto jedna z bardziej uczęszczanych dróg łączących Trójmiasto z Bytowem nazwana drogą kaszubską, przebiega bowiem przez szczególnie malownicze zakątki Kaszub. Droga zapomniana chyba przez wszystkich. Dziura na dziurze, łata na łacie, karkołomne zakręty, strach. Nic tu się nie dzieje, jeśli nie liczyć gładkiego asfaltu przy samym wjeździe do Bytowa. Poza tym – horror! A już najbardziej fatalna jest ta droga w miejscowości Parchowo, w siedzibie gminy. Tam naprawdę można stracić zawieszenie lub co najmniej nadwerężyć amortyzatory. Dziwne, że akurat w siedzibie władz gminnych nie ma gospodarza, który zająłby się tematem i nie przynosił wstydu Parchowu.

Słyszę, że nowym ministrem infrastruktury ma być Grzegorz Schetyna, którego premier zamierza tam zesłać w ramach temperowania jego wodzowskich zapędów. Mam nadzieję, że to jednak tylko plotki, bo zesłaniec byłby fatalnym ministrem, a tu trzeba działać i mieć wizję, wyobraźnię. To już niech pozostanie na swoim miejscu Cezary Grabarczyk, bo przecież jednak z założonymi rękami nie siedział, coś się na tych polskich drogach działo, przybyło kilometrów na naprawdę dobrym poziomie.

Tylko czasem dopada mnie pytanie: a gdyby nie Euro 2012? Czy byłby jakiś inny środek dopingujący dla tych, którzy za drogi odpowiadają? Będąc przeciętnym użytkownikiem dróg i samochodu wolę na to pytanie nie odpowiadać. Kończę ten felieton, wsiadam do auta i jadę wytrząść się na asfaltowych wertepach kaszubskiej drogi.




 

Komentarze 

 
0 #1 Adam 2012-01-03 09:23
Wójt Parchowa nie ma prawa nic zrobić z NIE SWOJĄ drogą. Pretensje nalezy kierować pod adres Zarządu Dróg Wojewódzkich - i aż dziw, że redaktor o tym nie wie.
Cytować
 

Dodaj komentarz