Strona główna Felieton Podróż na Kołymę

Podróż na Kołymę

Email Drukuj
Zachęcam dziś do przeczytania książki niełatwej, do lektury „Opowiadań kołymskich” Warłama Szałamowa. Można tę książkę czytać bez przygotowania, wiedząc jedynie najogólniej, czym było piekło sowieckich łagrów.

Będzie to lektura cenna i dla tych, którzy mają już za sobą „Archipelag Gułag” Aleksandra Sołżenicyna i „Jeden dzień Iwana Denisowicza” tegoż autora.

Z opowiadań Szałamowa bije prawda złowroga i przerażająca – straszną wymowę tej książki być może daje się porównać z „Medalionami” Nałkowskiej, w każdym razie nieśmiertelne zdanie: ludzie ludziom zgotowali ten los, nabiera tu zupełnie innego znaczenia, mamy wszak w „Opowiadaniach kołymskich” opis stalinowskich łagrów działających w czasie pokoju, a ich więźniami są Rosjanie, których terror sowiecki skazał na niebyt, na zniszczenie.
Czytając „Opowiadania” musiałem niemal nieustannie coś podjadać, bowiem naturalistyczne opisy głodu są tak plastyczne, że nie sposób zapanować nad żołądkiem. To opisy polowania na jedzenie, żucia najdrobniejszych okruszków chleba, wysysania śledzi, gotowania kory z drzew, zjadania insektów, słowem – wykorzystywania wszystkiego, co można zjeść, by przeżyć do następnego dnia. Nie ma w tej książce dalekosiężnych planów – wkręceni w kołymską maszynerię zabijania nauczyli się nie planować dalej niż do następnego dnia, na kilkanaście godzin. Znikają pojęcia tygodni, miesięcy i lat – liczy się tylko to, co dziś i aby wytrwać do zmierzchu, kiedy już będzie można położyć się na narach w baraku.

Oprócz głodu głównym zabójcą jest niewolnicza, katorżnicza praca po 16 godzin dziennie – w kopalniach złota, przy wyrębie lasu, w kamieniołomach. Przy czterdziesto i pięćdziesięciostopniowych mrozach, gdy wzrost temperatury do minus trzydziestu stopni odczuwany jest, jako duże ocieplenie.

Wiele książek z nurtu martyrologicznego ma tę wadę, że pisali je ludzie do pióra nienawykli, spisujący swoje wspomnienia bez należytego przygotowania warsztatowego. W prozie Szałamowa odnajdujemy literaturę wysokiej próby, bez wątpienia w niczym nieustępującą prozie Sołżenicyna.

„To, co widziałem, tego człowiek nie powinien widzieć, nie powinien o tym wiedzieć” – pisze Szałamow. I rzeczywiście, lektura to wstrząsająca, ale, moim zdaniem, obowiązkowa. Kto próbuje subtelnie różnicować pomiędzy faszyzmem a stalinizmem niech tę książkę koniecznie przeczyta. Znajdzie w niej i takie szczegóły, jak łudząco podobny do oświęcimskiego „Arbeit macht frei” napis nad wszystkimi bez wyjątku bramami do sowieckich łagrów.

Warłam Szałamow spędził w stalinowskich obozach pracy 18 lat, wystarczająco wiele, by nie ustrzec się znieczulenia codzienną makabrą, ale jednak ocalił się, wydobył na powierzchnię, powrócił do życia (został zrehabilitowany w 1956 roku).

Dla nieco bardziej wnikliwych czytelników, a i z pewnością dla historyków, lektura „Opowiadań kołymskich” może się okazać cennym uzupełnieniem studiów nad stalinizmem. Dla mnie była ciekawym aneksem do książki Simona Sebaga Montefiore „Stalin. Dwór czerwonego cara”, pierwszej tak interesującej biografii Stalina, którą czyta się zupełnie tak samo, jak pasjonujące powieści sensacyjne.

Książka ma swoją wagę – dosłownie i w przenośni. To tom o 700 stronach, którego z oczywistych względów nie sposób przełknąć jednym tchem. Wymaga skupienia, namysłu i przerw. Zaręczam jednak, że warto.
 

Komentarze 

 
0 #2 Daniel 2011-10-21 16:51
Wierzę, że to pouczająca książka.
Cytować
 
 
0 #1 Kamila 2011-10-09 18:24
Bardzo chętnie przeczytam!
Cytować
 

Dodaj komentarz