Strona główna Felieton „Gołąbek” w jedną stronę

„Gołąbek” w jedną stronę

Email Drukuj
Podczas spaceru po gdańskiej Starówce zachciało mi się pić. Dzień był dziwaczny, jak na tegoroczne standardy, bo ciepły i słoneczny, więc szklaneczka zimnej coli byłaby w sam raz. Wszedłem do ogródka restauracji „Kleopatra” na Długim Targu, naprzeciwko Neptuna i poprosiłem o buteleczkę coli 0,2 litra. Stojący za barem młody człowiek odparł nie podnosząc głowy: - Nie ma. Mogę podać półlitrową.

- Jak to nie ma? Przecież właśnie odeszła stąd klientka trzymając w garści taką małą buteleczkę.
- Zgadza się, ale te podajemy tylko do zestawów.

Osłupiałem. Cola w małych butelkach jest w sprzedaży, ale mogę ją dostać tylko wtedy, gdy kupię zestaw, czyli colę i coś jeszcze. Od razu przypomniały mi się obrazki z głębokiego PRL-u, kiedy to zamawiając kufel piwa w obskurnej piwiarni słyszało się komunikat podany charakterystycznie zachrypniętym barytonem: - Piwo tylko do konsumpcji.

- A co jest do konsumpcji?
- Jest serek.

I trzeba było wziąć  ten serek, na końcach zupełnie wyschnięty i pozaginany oraz posypany czerwoną papryką, żeby piwo dostać. Chociaż serek z reguły lądował w koszu na śmieci, albo w pobliskich krzakach, nikt nie narzekał, bo i tak należało się cieszyć, że piwo akurat było. Ale żeby dzisiaj, w sercu gdańskiej Starówki, pod flagami Unii Europejskiej, towar był, ale można go kupić jedynie w transakcji wiązanej, narzuconej przez sprzedającego? Opuściłem niegościnne progi „Kleopatry” z nie ugaszonym pragnieniem.

Dotarłem nad Motławę. Na przystani przy Długim Pobrzeżu okazałą tablica informuje spacerowiczów, że warto popłynąć  statkiem białej floty z Motławy na Westerplatte. Za jedyne 10 zł. Niedrogo – pomyśli niejeden przechodzień, warto skorzystać. Podchodzę bliżej i na dole tablicy, doczytuję podaną drobnym drukiem  resztę informacji: W JEDNĄ STRONĘ.
Szczęka mi lekko opadła, głównie z podziwu dla wyrafinowanej techniki marketingowej.  Za 10 z w jedną stronę. A w drugą? Na piechotę, okazją, albo wpław? Bo przecież nie każdy przeczyta drobny druk i czeka go niespodzianka. Bardzo mi to przypominało sytuację sprzed kilku dni, kiedy postanowiłem coś zjeść w jednym z centrów handlowych. Wybrałem  gołąbki. Niedrogo i dawno tego nie jadłem. Wkrótce okazało się, że „gołąbki” to konkretnie jeden gołąbek, a przy płaceniu musiałem dopłacić za ziemniaki i surówkę, bo był to „gołąbek w jedną stronę”.

Lekko zmęczony długim spacerem wszedłem na kawę do ogródka cukierni Pellowskiego przy ul. Długiej. Kawa dobra, do tego smaczne gofry. Gdy byłem w połowie kawy, przeciskając się między stolikami podeszła, nie wiedzieć czemu akurat do mnie, pani w średnim wieku, schludnie ubrana. – Jestem w potrzebie – powiedziała – nie mam środków do życia. Niech mnie pan wspomoże.

Ludzie siedzący przy pozostałych stolikach dokładnie to słyszeli. Zerknąłem na nich, a oni patrzyli na mnie i czekali co zrobię. Nikt tego nie powiedział, ale w powietrzu wisiały słowa: zachowa się jak człowiek i da parę złotych, czy okaże się wredną sknerą i każe jej odejść.

Pod tą presją nie miałem wyboru. Dałem. Ale pomyślałem sobie, że wolałbym dać z własnej woli, bez tego przymusu. Bo zawsze daję, jak ktoś prosi, nawet panom z buraczkowo-fioletowymi  twarzami, którzy na parkingach centrów handlowych uprawiają biznes: - Kierowniku, mogę odstawić wózek?  Za pierwszym razem, zdziwiony taką uczynnością, chętnie oddałem wózek opróżniony z zakupów. Dopiero po chwili zrozumiałem, że „uczynny” wepnie wózek do szeregu i odzyska 2 zł. To taki przyczynek do tematu „Polak potrafi”. Ale żeby wciskać się między stoliki, między talerze i filiżanki…

Moje wątpliwości rozwiał starszy pan siedzący przy sąsiednim stoliku: - Dał się pan nabrać. Ona tak zbiera na winko.
- Cyryl, jak Cyryl, ale te metody – mruknąłem, Starszy pan chyba nie zrozumiał o co mi chodzi, bo spojrzał na mnie jakbym to ja nadużył winka.

Wracałem ze spaceru idąc za parą młodych ludzi. Z ich rozmowy wynikało, że to turyści ze Śląska. – Wiesz – powiedziała dziewczyna – fajnie jest tu, w Gdańsku. – Mnie też się podoba – dodał chłopak.

Pomyślałem, że to przebija reglamentowaną colę i pozostałe przypadki ze spaceru. Bo poza paroma sprawami, mnie też się tu podoba…
 

Komentarze 

 
0 #4 Daniel 2011-10-20 23:26
Zgadzam się, Gdańsk jest okej.
Cytować
 
 
0 #3 Daniel 2011-10-20 23:22
Nie wiem czy tylko, ale w Polsce to norma.
Cytować
 
 
+1 #2 Tina 2011-10-09 18:24
Trochę to naciągane panie redaktorze
Cytować
 
 
0 #1 daria 2011-09-15 20:23
tak może być tylko w Polsce...
Cytować
 

Dodaj komentarz