Śmiem wątpić, będąc tu i teraz, gdzie wyższość prawa unijnego staje się coraz bardziej iluzoryczna, a lokalne zapisy są wykorzystywane – z dużą dozą prawdopodobieństwa – bezprawnie! Uważam, że można byłoby zebrać dziesiątki tysięcy podpisów, a nawet i więcej. Każdy z nas, konsumentów, jest uczestnikiem tej „gry wojennej”.
Każąca ręka sprawiedliwości działa wolno, ale wiele spraw przed Trybunałem Sprawiedliwości już się odbyło. Kilka z nich dotyczyło opakowań napoi w obrocie unijnym, wg prawa członkowskiego – Niemcy. Nakazywano i nadal się nakazuje wprowadzanie sprzedającemu zastawu kaucyjnego. O tej praktyce już pisaliśmy, a przegrane z kretesem sprawy przed Trybunałem są zdecydowanie mało uciążliwe dla gigantów rynkowych. Prawo unijne w tej kwestii jest klarowne i rozumne. Stosowanie własnego prawa w zamkniętym, wewnętrznym obiegu miało jakiś sens, przynajmniej w kwestii ekologii.
Teraz, globalnie ujmując, wszystkie państwa muszą odpowiadać za wszystkich. Ślepi nie jesteśmy i widzimy, że w wielkich znanych sieciach coraz więcej przybywa opakowań bezzwrotnych. Wynalazki pokrętnie nazwane np. pet-butelka – stają się bezzwrotne. W tym zakresie logiczną przyczyną zdaje się tylko walka z konkurencją. Ale czy uczciwa?
Z tym się też wiąże etykietowanie „w zrozumiałym języku” (cytat z nakazów i zakazów sprzedaży artykułów spożywczych). Każdy sprzedawca ma obowiązek na jednostkowym opakowaniu naklejać etykietę na podłożu tzw. nieścieralnym. Trudno się dziwić zdenerwowaniu kupców, gdy ich półki świecą pustkami z tego powodu, a umowy z dostawcami trafiają do kosza. Jak się zaś czuje konsument, już nikt nie zapyta. Ale może wysłucha...
Osobiście będę zbierał i kolekcjonował podpisy pod apelem innych fanów naszej rodzimej „spożywki” i napitków. Co to przyniesie? Na krótką metę i przy wsparciu – przynajmniej wstrzymanie szarż ze strony wszechwładnego urzędu. Oczekiwałbym również działań retorsyjnych wobec tutejszych eksporterów np. piwnych marek do Polski opisanych tylko w języku Goethego. A jest tego już sporo. Już widzę nasz Sanepid (polski odpowiednik VuL’a) w akcji! Kolegom z gazet w Trójmieście dam cynk, jakich marek mają szukać. Załatać będzie można niejeden budżet miasta.
Już słyszę, że organizujący się w sprzeciwie rozmyślają o zbiorowym pozwie wobec działań rujnujących ich majątek urzędów. Jest jeszcze sporo innych praktycznych i prawem dozwolonych czynności obronnych. To też są zawiłe, acz w pewnym sensie bardzo proste formuły prawne, które trzeba poddać jeszcze obróbce i stworzyć odpowiednie aplikacje. Dlatego wszyscy ci, którzy nie wyzbyli się dowodów ich nękania, powinni je przygotować i przesłać na adres SROKiK. To mogą być ich wierzytelności wobec urzędu, który przyjął być może nieprawnie opłatę mu nieprzysługującą. Nasza postawa – konsumentów i dostawców – może być zaczynem do okazania solidarności i wspólnej walki. Wczytajmy się w treść apelu. Przekażmy go sobie i innym.
Arcyciekawe w tym przedmiocie są korespondencje pomiędzy Berlinem i Warszawą naszych firm z ministrem finansów i prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Informuję, że w ślad za naszym artykułem z listopada '09, zatytułowanym „Nie wiedzą, co piją?” ze zdjęciem Tyskiego 0,33 l w opisanym w języku polskim i bezzwrotnej flaszce, towar ten (Lech również) zniknął z półki w KaDeWe na VI poziomie. Ale fotki i paragony pozostały! Teraz spójrzmy inny towar, w znanej sieci Aldi nazwany Schlagsahne mindestens 30% Fett – Śmietana 30%. Oto mamy dokładny opis produktu w dwóch językach. Jeden z nich jest podobno niezrozumiały... Po jaką więc cholerę znalazł się na tym produkcie jakiś niezrozumiały język i to w całej sieci na terenie całego kraju? Z góry rodaków przepraszam, jak tę śmietankę usuną. Ale nie ma czego żałować. Podobny produkt kupicie w polskich sklepach.
Stanowisko urzędników niemieckich w poruszanej przez nas kwestii przedstawimy w najbliższym, wrześniowym wydaniu „Twojej Gazety Berlin”!


Komentarze