„Historia ubioru jest historią jednej ze sztuk (…). Połączenie materii, techniki i sposobu życia to styl i elegancja” – Yves Saint Laurent. Czy wiecie, co długo w historii ubioru było synonimem rozpusty i diabelskim wymysłem?
Wimblendonowe zmagania w 1949 roku nie przeszłyby do historii, gdyby nie … majtki amerykańskiej tenisistki, Gussie Morran. Grala kiepsko, ale jej „bezczelny strój” – krótka tunika, spod której bez żenady, całe obszyte koronkami, połyskiwały majtki – spowodował rewolucję.
I kto by pomyślał, że „dolne niewymowne” w Anglii, „nieodzowne” we Francji czy mało subtelnie brzmiące w Niemczech „nogawice”, to MAJTKI: fragment garderoby, bez którego żadna współczesna kobieta nie wyobraża sobie życia.
Długa historia damskiej bielizny to zaledwie niecały wiek odkrywania i zakrywania intymnych części kobiecego ciała. Wcześniej nie zdarzyło się zbyt wiele, co byłoby godne zainteresowania.
Chociaż? Bogata Chinka została pochowana w 13 płaszczach (taka była szczęśliwa liczba nowego początku), założonych na wielka liczbę wspaniałych sukni. Pod sukniami miała rodzaj spodni z żółtego jedwabiu, które od biedy można traktować jako bieliznę. Europejki jednak, poza kilkoma halkami wdzianymi na koszule, niczego pod spodem nie nosiły. Wszak konia, który był inspiracją męskich spodni, dosiadały bokiem! Brak spodniej garderoby był w kobiecej szafie wyrazem elegancji i skromności. Tylko kobiety rozpustne stroiły się w takie szaty, by oczywiście zwrócić uwagę na swoje intymne wdzięki.
Kurtyzany weneckie, w niecnym celu używające pięknie brzmiących CALZONI, czyli KALESON, kazały sobie za usługę płacić o jedną czwartą więcej niż „bose” pod spodem koleżanki. W innych miastach włoskich powoływano „inspektora kalesonów”.
Zainspirowana pomysłem kurtyzan Katarzyna Medycejska, właścicielka niezwykle zgrabnych nóg, chcąc je wyeksponować, sprawiła w 1540 roku calzone najpierw sobie, a później damom dworu. Te jednak, nawet pod przeróżnymi groźbami, unikały noszenia tej części garderoby, nazywanej „pasem na pośladki”, gdyż była ona synonimem grzechu i bramą do rozpustnego życia.
Ludwik XVI wydal nakaz noszenia kalesonów kobietom niższego stanu: aktorkom, tancerkom i posługaczkom, ale wstępująca na szafot Maria Stuart, pod wdowią suknią, również miała je na sobie. W 1807 r., dziewczęta na dobrych angielskich pensjach obowiązkowo nosiły „niewymowne”, powracająca z Holandii królowa Hortensja przywiozła ze sobą cały ich kufer, a w walizach niemieckiej cesarzowej Marii Ludwiki znajdowało się ich 13 par – z batystu i perkalu. Brontome zauważał w swoich pamiętnikach, że „nawet dworskie damy mogły oddawać się kochankom, nie fatygując się nawet, by spuścić kalesony”.
Gdy nastała moda krynolin, zdradliwa, żelazna obręcz przy jakichkolwiek cielesnych ewolucjach lubiła unieść się do góry, odsłaniając przy okazji, ku uciesze zgromadzonych mężczyzn, „cały świat” właścicielki. Ten rodzaj sukni nie chronił przed wychłodzeniem, a ono stawało się przyczyną paskudnych chorób. Ponieważ i wówczas potrzeba była matką wynalazku, w latach 20. ubiegłego wieku wynaleziono PANTALONY. Początkowo były one długimi do kostek majtasami, rozciętymi w kroku i po bokach, zawiązywanymi w pasie na tasiemki. Przymarszczane, watowane, wyszczuplające lub zaokrąglające sylwetkę, otwierały się i rozchylały tam, gdzie należy. Były cieliste, jedwabne, z rypsu i kaszmiru, później przede wszystkim bawełniane. System „obronny” bielizny był jednak mało skuteczny, ze względu na jej „otwarty” charakter i utożsamia się go po dzień dzisiejszy … z atawistyczną kobiecością.
Moda zmieniała się i miejsce krynolin zajmowały kolejne kroje sukien. Wraz z tymi zmianami pojawiły się inne wzory pantalonów: zszyte, zaczęły się skracać i zwężać.
I tak powstały pogardzane później w PRL-u „reformy”: najpierw krótkie kalesonki dopinane do koszulki, później z nią niezintegrowane, pierwowzór znanego nam body, a pomiędzy nimi … majtki z klapą. Mało wygodne, zapinane z tyłu na pupie na guziki, nie przetrwały długo. Najdłużej w garderobie dzieci. I tu ciekawostka: historia tego detalu damskiej garderoby zatoczyła koło – dzisiejsze ministringi wielkością nie różnią się od listka figowego Adama i Ewy.
Ich powolna ewolucja spowodowała, że stały się symbolem przyzwoitości, a dzisiejsze figi, tanga czy stringi to raczej komfort moralny niż odzieżowy.
A skąd wzięło się nasze poczciwe i swojskie słowo MAJTKI? Pojawiło się przypuszczalnie w XIX wieku, oznaczało spodnie męskie o marynarskim kroju. I czy „kto majtkiem na pokładzie” mógł przypuszczać, ze majtki majtkom nierówne???


Komentarze