Swoim występem uświetnili kiedyś uroczystość urodzin Kim Ir Sena w Korei. Zwiedzili z cyrkowym taborem cały świat i do dziś zadziwiają niezwykłą żonglerką, sprawnością i pogodą ducha. Bracia Formellowie – bliźniacy z Chyloni, dla których żonglerka cyrkowa jest nie tylko tęsknotą do idealnej formy aktywności, ale także sposobem na udane życie – obchodzili niedawno 30-lecie pracy artystycznej.
Wielka gala jubileuszowa w hotelu Murat w Redzie, na którą przybyli m.in. znani aktorzy bracia Mroczkowie, zgromadziła ponad 100 osób – wielbicieli ich talentu i kolegów artystów cyrkowych.
Odwiedzam Józefa i Kazimierza Formellów w ich dawnym rodzinnym mieszkaniu przy ul. Gniewskiej. W progu wita mnie uśmiechnięty jeden z braci. Po chwili przychodzi drugi brat bliźniak i już mam wątpliwości, który jest który. Na uchu jednego z nich zauważam jednak drobny złoty kolczyk. Ale niestety, drugi też go ma. Na szczęście bracia założyli odmiennego koloru kamizelki i już wiem, że się nie pomylę. Bliźniacy jednojajowi, a więc mają to samo spojrzenie, ruchy rąk i mimikę twarzy. Łączy ich ponadto genialna nić porozumienia. Czy ten fakt miał znaczenie w ich karierze cyrkowej? Okazuje się, że tak, bo podczas występu łatwiej przychodziło im zgranie ruchów.
– Już jako chłopcy wiedzieliśmy, że będziemy zajmować się żonglerką. Zaczęło się niewinnie, od podrzucania na przedramieniu kamyczków znalezionych na podwórzu. Potem rozwijaliśmy swoje umiejętności z piłeczkami tenisowymi, które można było kupić w kiosku – wspominają Józef i Kazimierz.
Były to czasy, kiedy pod sufitem fruwały talerze z rodzinnego serwisu, lądując na podłodze, a pierwszą salą gimnastyczną było chylońskie podwórko i okoliczne trzepaki. Potem chłopcy wpadli na pomysł, by stworzyć namiastkę cyrkowej atmosfery i pewnego dnia rozpostarli na podwórzu koc, który służył jako cyrkowy namiot, zaprosili sąsiadów i rozdali wycięte z papieru kolorowe bilety. Wkrótce zaczęły się występy na szkolnych przedstawieniach, na które potrzebowali już specjalnych kostiumów. Z pomocą przyszła zaprzyjaźniona sąsiadka, której dostarczali koronkowy materiał na koszule. Często też sami przyszywali kolorowe i błyszczące lampasy do spodni. Czas upływał na występach, treningu i nauce. I chociaż ukończyli szkołę z tytułem elektromechaników, to jednak nigdy nie pracowali w wyuczonym zawodzie. Pociągała ich magia cyrku.
Kiedy dostali się do nieistniejącej już Państwowej Szkoły Cyrkowej w Julinku za pierwszym podejściem i to od razu do drugiej klasy, było wiadomo, że konsekwentnie będą zmierzać ku cyrkowej żonglerce. Szkołę ukończyli z wyróżnieniem i odtąd świat stanął przed nimi otworem. Prawdziwą karierę rozpoczęli w cyrkach „Wielkim” i „Olimpii”. Występowali w Chinach i Japonii. Zdobyli srebrny medal na Światowym Festiwalu Sztuki Cyrkowej w Paryżu i złoty w Korei. Zasłynęli na cały świat, bo jako jedyni potrafią w duecie żonglować jednocześnie 13 piłeczkami. Po raz pierwszy udowodnili to w 1989 roku podczas występów w Korei Północnej i tym samym trafili do Księgi Rekordów Guinessa. Do dziś nikt nie pobił ich rekordu.
Wciąż coś ich gna po świecie. Niebawem zabierają z parkingu swoją elegancką przyczepę kempingową, pędząc znów na spotkanie z marzeniami.
– W tej chwili przygotowujemy się do wyjazdu do Szwecji, a w przerwach między występami prowadzimy warsztaty z żonglerki w Domu Kultury w Rumi-Janowie. Wciąż mamy za mało czasu na wypoczynek, a jeśli już zdarzy się wolna chwila, to obaj lubimy wypoczywać nad wodą. Czujemy się spełnieni życiowo. Gdybyśmy mieli jeszcze raz wybierać zawód, też postawiliśmy na żonglerkę – podkreślają zgodnym chórem bracia Formellowie.


Komentarze