Chociaż na „Pekinie” wciąż mieszkają ludzie, właściciele gruntów na Wzgórzu Orlicz-Dreszera na Grabówku zaczęli już porządkowanie działek od wyburzenia domów i zakopywania gruzów oraz śmieci zalegających na działkach.
Przypomnijmy, że właściciele chcą sprzedać atrakcyjny teren, z widokiem na panoramę miasta i portu, deweloperom.
Wzgórze powoli pustoszeje
Właściciele terenu i Urząd Miasta chcą, by mieszkańcy opuścili atrakcyjne tereny. I niektórzy już to czynią, zmuszeni przez właścicieli gruntów, którzy mają prawomocne wyroki sądowe. Tymczasem, spadkobiercy terenów w trosce o to, by nie pojawili się następni dzicy lokatorzy, zaczęli burzyć porzucone przez nich domki. Niedawno, część z mieszkających tam nadal lokatorów, widząc jak spychacze zasypują gruzy, a wśród pozostałości po dawnych domostwach, są także piece kaflowe i worki ze śmieciami bytowymi, zawiadomiła Straż Miejską. Jak się okazuje, dokumentacja w tej sprawie została już przesłana do Wydziału Rolnictwa i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Gdyni, który najprawdopodobniej zdecyduje o nałożeniu na właścicieli kary pieniężnej.
Toczą się sprawy sądowe
Przypomnijmy, że dwa lata temu przedstawiciele Stowarzyszenia Mieszkańców Wzgórze Dreszera postanowili walczyć uważając, że mapy i akty notarialne dotyczące własności gruntu są sfałszowane. Jednak przegrali już dwie sprawy sądowe i – jak twierdzi mec. Jarosław Białkowski, reprezentujący właściciela gruntu – kolejne rozstrzygnięcia są korzystne dla właściciela terenu. Póki co, z ponad 20 posesji dogadano się z kilkoma lokatorami mieszkań, którzy opuścili grunt. Pozostałym mieszkańcom proponowano odstępne finansowe, rekompensaty i ewentualne wynajęcie mieszkań na kilka lat, a także domki o podobnym standardzie, ale nikt poza jedną lub dwoma osobami nie chciał z tej oferty skorzystać. Natomiast w połowie przypadków sąd przyznał mieszkańcom prawo do lokalu socjalnego, które musi zapewnić miasto. Jednak problem w tym, że dla tych ludzi Gdynia nie ma obecnie mieszkań socjalnych. W kolejce na nie czeka obecnie w Gdyni około 200 osób. Inni nie chcą iść na ustępstwa, więc prędzej czy później może dojść do eksmisji, które, niestety, będą zgodne z prawem.
Urok tamtych lat
„Pekin”, odzwierciedla pionierskie czasy budowy Gdyni, kiedy przyjeżdżali tu ludzie z całej Polski, by budować potęgę miasta. Dziś, starsi mieszkańcy pamiętają, że kiedyś miał swój urok i nostalgię… Jeździł tam pan Majko, miał osiołka i skupował szmaty i butelki. Była też publiczna łaźnia, mieszcząca się niedaleko szkoły nr 17. Był także sklep pana Dzikowskiego, gdzie dzieciaki kupowały lemoniadę w woreczku ze słomką i cukierki. Dziś jednak „Pekin” umiera, gdyż plan zagospodarowania przestrzennego, uchwalony przez Radę Miasta, przewiduje budowę na tym terenie osiedla mieszkaniowego, którego częścią są istniejące domy, w których wciąż mieszkają ludzie.
„Pekin” wczoraj i dziś
Osiedle „Pekin” przy ul. Orlicz-Dreszera powstało jeszcze przed II wojną światową, w 1937 roku, kiedy to do Gdyni zaczęli zjeżdżać robotnicy z całej Polski, by budować miasto i port. Początkowo, za zgodą właścicieli gruntu, budowane były tu tylko baraki. Potem, przez kolejne dziesiątki lat powstawało jednak coraz więcej domów, a ich mieszkańcy indywidualnie porozumiewali się z właścicielami terenu na temat odpłatności za możliwość zamieszkania. Kiedy jednak właściciele zorientowali się, że jest to atrakcyjna działka, zdecydowali się nie przedłużać umów o najem. Prawda jest taka, że część mieszkańców „Pekinu” mieszka w ocieplonych, dobrze urządzonych domach. Sami doprowadzili ciepłą wodę, wybudowali prymitywną (ale jednak!) kanalizację, a śmieci wyrzucają do worków i mają Internet. Jednak reszta, tak jak w latach 30-tych ubiegłego wieku, nadal nie ma kanalizacji, a fekalia spływają rowkiem wyżłobionym w drodze.


Komentarze
Ponoć tak, ale przyznaj, że nie jest to duma dla miasta