Do Baru Szkolnego „Promyczek”, przypominającego dobre czasy barów mlecznych, zaglądali chętnie nie tylko mieszkańcy Grabówka, ale także studenci pobliskiej Akademii Morskiej. Czekały na nich domowe pierogi i kopytka, przystępne ceny i życzliwa obsługa. Dziś bar jest zamknięty na głucho.
owodem zamknięcia baru, prowadzonego przez Spółdzielnię Socjalną „Promyk”, która są kłopoty finansowe. W tej chwili trwa remanent likwidacyjny, a zatrudnieni w nim niepełnosprawni pracownicy, przebywają na bezterminowych urlopach.
Tak być musiało?
Kiedy otwierano „Promyczek”, zatrudnione w nim osoby niepełnosprawne nie kryły radości. Ta praca w miała być dla nich nie tylko dodatkowym źródłem dochodów, ale także formą terapii. I była, bo czuli się tak, jakby wyzdrowieli.
I chociaż bar cieszył się dużym zainteresowaniem klientów, jednak w ostatnich miesiącach zabrakło pieniędzy na wypłaty dla pracowników, dla których wcześniej jedynym źródłem utrzymania była 400 – złotowa renta. Dziś są przekonani, że z uwagi na trudną sytuację na rynku pracy, nie znajdą już zatrudnienia.
Na razie, z uwagi na specyfikę sytuacji, żadnych rozmów z obecnymi zarządcami nie są w stanie podjąć gdyńscy samorządowcy.
- Władze miasta od samego początku wspierały tworzenie i funkcjonowanie Spółdzielni. W ciągu ostatnich lat, jej członkowie podjęli prace, nabyli nowe umiejętności. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że ludzie ci zmienili swoje życie. To ogromna wartość i będziemy podejmowali wszystkie możliwe działania by tych osiągnięć nie zaprzepaścić. Obecnie spółdzielnia nie ma władz, stąd brak jest partnera, z którym miasto mogłoby podjąć rozmowy. Poradziliśmy pracownikom baru wystąpienie do sądu o
ustanowienie kuratora, który doprowadziłby do wyboru nowego Zarządu. Po jego wyborze będziemy wspólnie myśleli, jakie kroki należy podjąć by uratować miejsca pracy dla osób niepełnosprawnych i zapewnić dalsze funkcjonowanie
baru – mówi Michal Guć, wiceprezydent Gdyni.
Sukces, czyli plajta
Przypomnijmy, że Bar Szkolny „Promyczek”, otwarto w październiku 2009 roku, w ramach wspomagania aktywności lokalnej na rynku pracy. Dzięki wsparciu miasta i Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, kosztem 820 tys. złotych wyremontowano i wyposażono lokal przy ulicy Morskiej, a zatrudnienie znalazło w nim 24 osoby, w tym 21 osób niepełnosprawnych. Początkowo były obawy, czy fakt zatrudnienia osób niepełnosprawnych nie będzie rzutować na ilość wydawanych posiłków, ale wkrótce okazało się, że jest ogromne zapotrzebowanie na tani posiłek, bowiem dziennie wydawanych było tysiąc obiadów. I chociaż przedsięwzięcie to zostało przyjęte niezwykle ciepło przez środowisko lokalne, jednak ekonomia ma swoje prawa i po niespełna dwóch latach funkcjonowania, bar został zamknięty.


Komentarze
Zgadzam się, śmierdzi na odległość
coś mi tu brzydko pachnie Powinny sie tej sprawie przyjrzeć odpowiednie służby