Mijają dwa miesiące od dnia, w którym odbyło się huczne rozpoczęcie modernizacji torów kolejowych na linii Pruszcz Gdański – Gdynia Chylonia. Oficjalne przekazanie placu budowy nastąpiło 22 marca i połączone było z konferencją prasową.
Przedstawiciele PKP Polskie Linie Kolejowe SA reprezentowani m.in. przez Alinę Kiedrys, członka zarządu oraz Andrzeja Krawczyńskiego, dyrektora projektu, pełni optymizmu snuli wizję, która urzeczywistni się w 2014 r.
Projekt modernizacji rozciąga się na 3 lata.
Dzisiaj, po wrzawie nie ma już śladu. Pozostaje tylko wziąć się ostro do pracy, a to nie jest już tak przyjemne jak przysłowiowe przecinanie wstęgi. Niezbędna jest bowiem cierpliwość i to długoterminowa. Jak na razie wiele się w tej kwestii nie wydarzyło. Prace posuwają się, delikatnie mówiąc, w zwolnionym tempie.
– W początkowej fazie modernizacji skupiamy się głównie na pracach rozbiórkowych. Rozbiórki obejmują demontaż starych sieci trakcyjnych, demontaż torów oraz podtorzy. Podłoże jest poza tym dokładnie oczyszczane. To prace przygotowawcze przeprowadzane po to, by właściwa modernizacja przebiegała bezproblemowo – wytłumaczył redakcji „Twojej Gazety” Robert Kuczyński, rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe.
Ale oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że to tylko pierwsze „koty za płoty”. Potem będzie już gładko.
Żeby później było lepiej, teraz musi być gorzej. Pasażerowie zmagają się więc ze zmianą rozkładu jazdy pociągów, jeszcze dłuższym, niż dotychczas czasem podróży i przesiadkami.
– Koordynacja robót z zapewnieniem ciągłości komunikacji oznacza dla nas igranie z czasem – dodaje Robert Kuczyński.
Lepiej nie tracić resztek cierpliwości, bo podobno będzie jeszcze gorzej.
– Gdyby nie było konieczności utrzymania ruchu pociągów na modernizowanych torach, cały proces trwałby dwa razy krócej, tj. 2 lata – oświadcza Andrzej Krawczyński.


Komentarze