Jest działka na gdańskich Łostowicach, która bezkonfliktowo prezentuje się tylko w księdze wieczystej. W rzeczywistości, teren w obrębie ulic Wielkopolskiej, Michonia i Ofiar Grudnia, śmiało można nazwać największym punktem zapalnym w całym Trójmieście.
Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Problemowa działka znajduje się okno w okno z budynkami osiedli Habenda i Cztery Pory Roku. W planach oznaczona jest jako użytkowa. Nic, tylko się cieszyć. Mieszkańcy nowo powstającego kompleksu, zerkając z balkonów, snuli różne plany. Spodziewali się sklepu spożywczego, komisariatu, może chociażby pralni… Domysłów było tyle, ilu mieszkańców. W najczarniejszych snach nie spodziewano się jednak, że powstać tu może kościół. Kolejny kościół, siódmy w najbliższej okolicy. Były protesty, próby dialogu. Tylko efektów brak. Im dłuższy czas od podjęcia decyzji o powstaniu parafii, tym gorsze perspektywy dla samych mieszkańców.
Działka niespodzianka
Zaczęło się od trzęsienia ziemi, potem było już tylko gorzej. W czasie, gdy mieszkańcy gdybali na temat tego, do jakich usług wkrótce uzyskają dostęp dzięki odpowiedniemu zagospodarowaniu działki, prezydent Adamowicz podjął sądną decyzję w zaciszu gabinetu. Tym oto sposobem, działka trafiła do Archidiecezji Gdańskiej. Dość okazyjna cena, tj. 1 % wartości rynkowej, prawdopodobnie skłoniła kurię do tej transakcji. Już wtedy podniósł się szum. Mieszkańcy zaczęli pierwsze protesty. Zgrzyt na linii mieszkańcy – miasto wynikał z dwóch źródeł. Po pierwsze, wyobraźnia mieszkańców nie sięgała na tyle, by funkcje sakralne przyporządkować do usług. Po drugie, nie było konsultacji społecznych. Nie ma się co dziwić – emocje mieszkańców mogłyby nie mieścić się w ogólnie przyjętych ramach konsultacji. Mieszkańcy protestowali, prosili, ale wiele nie wskórali. Może zrodziła się jedynie świadomość, że oni są w tej sprawie najważniejsi.
Im dalej w las, tym więcej drzew
Rozpisano projekt na nowy obiekt sakralny. Spływały propozycje, które oceniane były przez sąd konkursowy. W kapitule burzliwie debatowali: proboszcz parafii na Łostowicach, zastępca Prezydenta Gdańska Wiesław Bielawski oraz dziekan Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej. Kryteriów było zapewne kilka, pamiętano jednak także o dozwolonej wysokości budynków w tym miejscu. Jak wiadomo, plan zagospodarowania przestrzennego jest najważniejszy. Zwycięzcą została pracownia Baum Kwieciński z Gdańska. Projekt budził wiele głosów „za” i jeszcze więcej „przeciw”. Głosy krytyki mówiły, że przypomina supermarket. Zwolennicy dodawali, że w tym miejscu supermarket miał się znajdować. Plus był jeden. Cokolwiek postanowiono, mieszkańcy zostali poinformowani. Szukając szczęścia w nieszczęściu, pocieszający był fakt, że budowla nie zabrałaby resztki światła. Pozostało jedynie oswoić się z decyzją. Ależ nie. Nie tak szybko!
Niespodziewany zwrot akcji
Zwycięski projekt nowego kościoła szybko zagościł na łamach prasy. Oryginalna bryła, lekkie wzornictwo i niska zabudowa sprawiły, że tory myślenia o nowym przybytku skierowano ku debacie o nowoczesności w stylu. Dyskusja o sensie decyzji utworzenia kolejnego kościoła, zeszła na dalszy plan. Tym samym emocje mieszkańców również opadły. Nie na długo. Szybko okazało się, że zwycięski projekt nie podoba się samemu inwestorowi. Archidiecezja Gdańska postanowiła zawalczyć o więcej – więcej tradycji w budownictwie, oczywiście. Tym samym prawdopodobnie pojawiły się zakusy na plan zagospodarowania przestrzennego. Warto wspomnieć, że pierwotnie promowany przez Archidiecezję projekt kościoła wskazywał na 50 m wysokości. Byłoby to 2,5 razy więcej, niż mają budynki w sąsiedztwie. Mieszkańcy mogliby poczuć się naprawdę malutcy, żeby nie powiedzieć przygnębieni. Szczęśliwie pomysł upadł. Kuria nie może jednak zapewnić, że do pomysłu nie powróci. Nie potwierdzono tego również w rozmowie telefonicznej.
Powtórka z rozrywki
Jak do tej pory było dużo szumu. Nie ma wybranego projektu, jest jedynie pusta działka, na którą z niepokojem spoglądają mieszkańcy z Łostowic. Wkrótce zostanie rozpisany nowy konkurs na projekt kościoła. Sąd konkursowy dostanie drugą szansę. Oby w tym przypadku nie było przywoływane powiedzenie „do trzech razy sztuka”. Szkoda czasu, nerwów mieszkańców i pieniędzy. Tylko na nagrody dla laureatów I edycji przeznaczono 60 tysięcy złotych. Nie wiadomo, czy po niedawnym falstarcie wykruszą się ambitni projektanci. Na pewno wykruszy się jury.
– Nie zamierzamy brać udziału w żadnym postępowaniu konkursowym, nawet jeśli kuria jeszcze raz nas zaprosi – deklaruje Wiesław Bielawski, zastępca Prezydenta Gdańska ds. polityki przestrzennej.
Pozostaje pytanie, czy bardziej jednolite jury nie wpłynie na jakość wyboru? Burza mózgów zwykle działa na korzyść decyzji. Mieszkańcom pozostaje tylko czekać i liczyć na łagodny rozwój sytuacji.
– Działka została przekazana pod budowę obiektu kultu religijnego, a nie kościoła o konkretnych parametrach, wyłonionego w konkretnym konkursie. Jeśli więc kościół tam powstanie, nie ma podstaw do odbioru ziemi – wyjaśnia wiceprezydent.
Sklep spożywczy lub punkt zabaw dla dzieci już w tym miejscu nie powstaną. Nie ma szans. Są jedynie szanse na znośny widok za oknem i umiar w podejmowaniu decyzji. Takie jest zapewne noworoczne życzenie mieszkańców Łostowic.


Komentarze