Jednohektarowa działka na gdańskich Łostowicach wygląda niepozornie w porównaniu z otaczającym ją terenem. To, na pierwszy rzut oka, spokojne miejsce od wielu miesięcy jest jednak źródłem konfliktów i nieporozumień. Stare polskie powiedzenie mówi, że „taki się jeszcze nie urodził, co by wszystkim dogodził”. W tym przypadku jednak naprawdę trudno o zadowolonych z tego, jak rysuje się przyszłość tego jednohektarowego skrawka ziemi.
Gdańskie Łostowice to jedna z najprężniej rozwijających się dzielnic mieszkaniowych w mieście.
W ostatnich latach zagnieździło się tam wiele inwestycji, wskutek czego Łostowice stały się domem dla tysięcy nowych mieszkańców. W ślad za sprzedażą mieszkań pojawiła się potrzeba rozbudowy infrastruktury usługowej.
Współczesna interpretacja usługi
Sklepy, punkty usługowe, szkoły, obiekty sakralne – to tylko niektóre z miejsc, których istnienie jest niezbędne do ułatwiania życia mieszkańcom. Gorzej, jeśli zatraca się proporcje między dostępem mieszkańców do różnych usług. Tak właśnie stało się z Łostowicami. Zatracono się w liczeniu. Efekt jest piorunujący: na Łostowicach powstanie siódmy kościół w okolicy. Można dodać, że w najbliższej okolicy. Oryginalności pomysłowi dodają okoliczności tej decyzji. Działka, na której znajdzie się nowo ustanowiona parafia, w planach zagospodarowania miejscowego przeznaczona była pod usługi. Działka mieści się w rejonie ulic Ofiar Grudnia ’70, Jana Michonia oraz ul. Wielkopolskiej. Otaczają ją budynki wielorodzinne. Mieszkańcy pochopnie zinterpretowali usługi jako działalność związaną z handlem. Spodziewane centrum handlowe szybko przegrało w starciu z oryginalną interpretacją usług, jaką wyprowadziły władze miasta. Pojawiły się obywatelskie protesty, którymi niewiele, a właściwie nic, nie wskórano.
– Usługi sakralne to też usługi – ripostował w wypowiedziach medialnych Paweł Adamowicz, prezydent miasta Gdańska.
Zgodnie z definicją Usługa to działanie podejmowane w celu zaspokojenia określonej potrzeby (lub potrzeb) klienta i realizowane z udziałem klienta, często – w celach komercyjnych. Klientem może być osoba fizyczna, organizacja i każdy inny podmiot. Cóż, widać, że wyobraźnia ludzka nie zna granic.
Klamka zapadła. Działka została przekazana przez miasto na rzecz Kurii Metropolitalnej Gdańska . Podjęto decyzję o budowie kościoła. W miejscu powstanie kościół pod wezwaniem bł. Jana Pawła II. W kwietniu arcybiskup metropolita gdański Sławoj Leszek Głódź poświęcił tam parafialny krzyż.
W międzyczasie pojawiły się kolejne głosy wzburzenia dotyczące bardzo zaniżonej kwoty, za jaką działka została przekazana. Dżentelmeni jednak o pieniądzach nie rozmawiają. Rozmawiają za to o stylach, gustach i pożądanej estetyce w architekturze.
Projekt wysokiego konfliktu
I znowu odrodził się konflikt. Tym razem niezgoda ma wymiar architektoniczny. Ledwo mieszkańcy oswoili się z myślą o nowym sąsiedztwie, zapewniono im kolejną okazję do aktywności społecznej. Konkretniej: do protestów.
Kilka dni temu ogłoszone zostały bowiem wyniki konkursu na projekt przyszłego kościoła. Zwycięzcę wybrano spośród czterech kandydatów. Wybranej pracy nie można odmówić oryginalności. Trudniej doszukać się akcentów obiektu sakralnego. Jeśli wcześniej mieszkańcy ubolewali nad tym, że liczyli na obiekty handlowe, teraz będą mieli wrażenie, że na taki obiekt patrzą. Nie jest to chyba jednak najlepszy sposób na złagodzenie sporu. Projekt autorstwa gdańskiej pracowni architektonicznej Baum, Kwieciński to przykład bardzo klarownej, wręcz ascetycznej formy. Brak na budynku elementów charakterystycznych dla kościołów. Nie sposób dostrzec tam krzyża, kopuły czy wież.
– Prostota i jednoznaczność formy sześcianu, a także transparentność bryły kościoła, oddają prostotę i zwięzłość prawd formułowanych przez Jana Pawła II – czytamy w uzasadnieniu sądu konkursowego.
Mieszkańcy na razie milczą. Być może oniemieli z wrażenia? Dezaprobatę wprost wyraża za to arcybiskup metropolita gdański Sławoj Leszek Głódź. Można powiedzieć, że to po prostu kolejny objaw niezadowolenia, po protestach mieszkańców, jednak tym razem sytuacja jest całkowicie odmienna. W momencie, gdy planowana forma budynku spotyka się z brakiem akceptacji ze strony głównego inicjatora powstania kościoła, zaczyna to budzić obawę co do całości projektu i spójności pomysłów. Ostateczna decyzja dotycząca kształtu kościoła będzie należeć właśnie do arcybiskupa.
Jedna mała niepozorna działka i tyle sporów. Śledząc historię konfliktów aż korci, by to miejsce pozostawić samemu sobie. Tymczasem pozostaje przyglądać się dalszym losom tej konfliktowej inwestycji. Jedno jest pewne, gdy dojdzie już do realizacji wszyscy zainteresowani samym kościołem oraz sporem wokół niego będą potrzebowali duchowego wyciszenia.


Komentarze